Cóż to było za meczycho !!! Niezwykły mecz w wykonaniu niezwykłych piłkarzy !!!
Mimo, że ostatnio trochę się działo wokół drużyny i mieliśmy pewne kadrowe roszady, nasz zespół na to spotkanie, mocno przebudowany i z dwoma kolejnymi debiutantami na ławce, zagrał fantastyczne spotkanie i odniósł zasłużone zwycięstwo. Myślę, że nawet Ci, którzy całym sercem wierzyli w zdobycz punktową w tym meczu, nie byliby nawet w stanie wyśnić takiego wyniku ani nawet wyobrazić sobie takiego świetnego meczu. Chłopcy wreszcie zagrali na miarę swojego potencjału i pokazali się w nim wreszcie takimi jacy są i co potrafią. Byli sobą i każdy na boisku wyrażał siebie bez niepotrzebnych ograniczeń.
Wszystko zaczęło się od dobrego początku gry, kiedy to od razu staraliśmy się „rozkręcać” i narzucić swój styl gry. Wreszcie zaczęliśmy wykorzystywać atuty swojego boiska (szerokość 68 m, podczas gdy rywale u siebie grają na dużo węższym) oraz wreszcie podania dominowały nad dryblingiem z piłką przy nodze. Było więcej przyspieszeń, zagrań „w uliczkę”, więcej doskoków pressingowych i więcej podpowiedzi, szczególne ze strony Filipa Plizgi, który poza tym, że jak zawsze dwoił się i troił i walczył znów z niezmordowaną zawziętością.
Goście nie mieli „etatowego bramkarza” i w ich bramce stanął, chyba z racji tego, że był najwyższym chłopakiem w zespole, jeden z zawodników z pola. Nie miał nawet rękawic. Padał deszcz więc i kontrolowanie piłki rękami czy nogami, nie było takie łatwe. Przekonał się on właśnie o tym w 13 minucie, kiedy piłka zmierzająca w jego kierunku przeszła pod jego stopą i czujny w pobliżu Olaf Krzak ruszył za piłką, zdołał do niej dobiec szybciej niż ten „bramkarz” i wpakował piłkę do pustej bramki. Dwie minuty później duet Wydrych – Saternus, poszedł z akcją „z klepki” i ten drugi wykorzystał szansę jaką mu to stworzyło.
W 28 minucie było już 3:0 za sprawą Olafa Krzaka, któremu asystował zgraniem głową Kasjan Błażejewski. Olaf po podaniu poradził sobie z obrońcą na plecach i bez problemu wykończył. Dwie minuty później po rzucie rożnym, Kasjan znów głową głową próbował przekierować piłkę do siatki niestety nie udało mu się „czysto” uderzyć futbolówki. Duet Saternus-Krzak próbował znów kombinacyjnie rozegrać razem piłkę, Olaf odegrał w końcu „z klepki” tuż przed polem karnym i próba Bartka uderzeniem z dystansu była niebezpieczna, ale niestety niecelna. Chwilę później z dystansu próbował również Radek Pach po podaniu Maćka Wydrycha, ale też i tym razem się nie udało.
Około 40 minuty, gdy piłka była pod naszą bramką, przy piłce znalazł się Oskar Kuklok i doskonałym dalekim, bezpośrednim zagraniem uruchomił Bartka Saternusa a ten wykorzystał kolejny raz swoją szybkość, zabrał się w biegu z piłką, wyszedł „sam na sam” i oczywiście wykorzystał swoją okazję. Jeszcze zanim sędzia zarządził koniec pierwszej połowy, doszło do przewinienia obrońców gości w ich polu karnym i sędzia wskazał na „jedenastkę”. Do piłki podszedł tym razem Radek Pach i bez problemu podwyższył wynik spotkania na 5:0 do przerwy.
Po przerwie nasza rozpędzona drużyna nie zatrzymywała się i w 51 minucie hat-trick skompletował Bartek Saternus po podaniu Filipa Plizgi. Pięc minut później zawodnicy gratulowali kolejnej bramki Robertowi Kolany, który uderzył na bramkę i piłka po raz kolejny minęła bramkarza próbującego nieudolnie kopnąć futbolówkę. Piłkę Robertowi do nogi dostarczył wcześniej nasz kapitan Mateusz Rokicki.
Kiedy na boisku pojawił się do gry Konrad Kuźma za Maksa Rabana i nastąpiła wymiana na pozycjach – Radek wrócił na prawą obronę a Kondzio powędrował, jak w ostatnich meczach, na lewe skrzydło, nikt nie oczekiwał fajerwerków w grze a jedynie solidne starania tego piłkarza. Wszyscy bowiem wiedzą, że Konrad jest niezwykle sumiennym i systematycznym piłkarzem, trenującym 5 razy w tygodniu, ale to piłkarz dopiero budowany, przygotowywany do gry, dopiero co wchodzący z ławki, zdobywający po kilkanaście minut doświadczenia. Dziś jednak Konrad nie tylko odpłacił się za dawane mu szanse, ale i zrobił coś niezwykłego. Najpierw wypracował asystę na 8:0 Olafowi Krzakowi, który również skompletował hat-tricka a później sam zdobył bramkę na 9:1 (wcześniej niestety straciliśmy jedną bramkę) i to taką, która mogłaby być śmiało uznana „bramką meczu”. Jego podkręcony strzał w „okienko bramki” to po prostu było NIEZWYKŁE. A to jeszcze nie było koniec w jego wykonaniu. Kiedy bowiem w 85 minucie na boisko wchodził debiutant Bartosz Janus, po nim także nikt wiele nie oczekiwał. To była zmiana za Olafa, któremu chcieliśmy podziękować oklaskami za jego występ i czasu do końca meczu pozostawało naprawdę niewiele. To jednak wystarczyło Bartkowi by zdobyć w debiucie bramkę a wypracował mu ją nie kto inny jak Konrad Kuźma, który obsłużył go doskonałym podaniem wzdłuż bramki a ten z najbliższej odległości dołożył tylko nogę i skierował piłkę do siatki. Ta bramka ustawiła końcowy wynik 10:1 (sędziowie wprowadzili do systemu 12:1, ale może zauważą swój błąd przy przepisywaniu protokołu, ewentualnie przyjmiemy ten „prezent” jako dodatkowy bonus).
Wracając jednak jeszcze do wydarzeń z końcówki, warto nadmienić, że na boisko wszedł również inny debiutant Paweł Paszek za Roberta Kolany. Paweł z tej całej wprowadzonej trójki niestety nie wpisał się na listę strzelców, ale również dobrze się zaprezentował i wniósł trochę świeżych sił i walki do środka pola.
Szkoda straconej jednej bramki, bo gdyby udało nam się zagrać „na zero z tyłu” byłaby to również ogromna nagroda dla naszego bramkarza Franka, który w tym sezonie wiele dobrego robi dla nas w bramce w każdym meczu i zasługuje na zachowanie przynajmniej jednego „czystego konta” w grze. To dla bramkarza jest równie ważne jak dla napastnika zdobycie bramki.
BARDZO DZIĘKUJĘ wszystkim swoim piłkarzom za to spotkanie. Daliście mi (i sobie) wielką radość a to było nam wszystkim teraz bardzo potrzebne, by przykryć te brzydkie wydarzenia z przed tygodnia. Ja także potrzebowałem od Was takiego impulsu i go dostałem. Jednak może naprawdę wszyscy staracie się dla mnie? Przeszliśmy drogę od ratowania drużyny, poprzez jej budowanie do stworzenia drużyny, która potrafi uwolnić się od meczowego stresu, uwierzyć w siebie, zaangażować z pełną pasją i grać nie tylko pięknie (takie mecze jak dziś powinni oglądać Wasi rodzice i opiekunowie), ale i skutecznie. Jeśli tak będziemy grać, nawet w meczach, których mimo wszystko rywale będą skuteczniejsi, będę czuł się spełniony, bo będę pewny, że daliście z siebie absolutnie wszystko, że się staracie, wierzycie w siebie i jesteście drużyną, która jest moim trenerskim charakterem. Dziś przekonaliście się, że nie ważne jakim składem gramy, możemy wygrywać, bo wszyscy w tej drużynie są jej częścią i każdy jest tu ważny i potrzebny.