3 Kolejka – III liga wojewódzka B1 Junior Młodszy 2010-11
Nie zawsze wynik opowiada całą historię meczu. Nie zawsze w pełni odzwierciedla to, co działo się na boisku i nie zawsze jest powodem, by schodzić z niego ze spuszczoną głową. Tak właśnie było w naszym sobotnim spotkaniu z 1. FC Katowice. Mam zresztą poczucie, że te słowa dobrze opisują nie tylko ten jeden mecz, lecz także obecny etap naszej wspólnej drogi.
Przegraliśmy po raz kolejny, ale w naszej grze dostrzegłem wiele pozytywów. Zawodnicy swoją postawą dali mi wystarczająco dużo powodów, by patrzeć dalej niż na sam rezultat i z optymizmem myśleć o tym, co przed nami. Rozwijamy się także wtedy, gdy droga do celu jest trudna, a mimo to nie zatrzymujemy się, nie poddajemy i nie tracimy wiary w siebie.
Nigdy nie oczekuję od swoich zawodników perfekcji. Oczekuję zaangażowania całym sercem — tego, że każdy zrobi wszystko, co w jego mocy, i nie zrezygnuje, gdy pojawią się trudności.
A błędy? Daję swoim piłkarzom prawo do ich popełniania. Chcę, żeby szukali rozwiązań, podejmowali decyzje i czasem ryzykowali, próbując realizować własne pomysły na grę. Jeśli coś nie wyjdzie, a niewłaściwa decyzja będzie nas kosztowała nawet stratę bramki, trzeba to przyjąć, zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Takie doświadczenie może stać się kolejną cegiełką w rozwoju zawodnika.
Wolę, by moi piłkarze podejmowali odważne próby bez zbędnej presji i strachu przed pomyłką, niż grali na alibi: unikali odpowiedzialności, nie pokazywali się do podań albo pozbywali się piłki na oślep. Chcę dawać im swobodę, dzięki której będą mogli pokazać swoje umiejętności i rozwijać samodzielność. Dlatego konsekwentnie powtarzam im, żeby nie bali się grać.
W spotkaniu z 1. FC Katowice były elementy, w których wyglądaliśmy lepiej od przeciwników. Przydarzyły nam się jednak błędy, które rywale wykorzystali, zdobywając bramki. To część nauki. Przed nami jeszcze wiele spotkań, a wnioski z tego meczu mogą nam bardzo pomóc.
Od pierwszego gwizdka goście, nie bez powodu czujący się faworytami, zdecydowanie ruszyli do ataku. Szybko zepchnęli nas do głębokiej defensywy i wypracowali serię rzutów rożnych.
Odpowiedzieliśmy groźnym kontratakiem po jednym z takich fragmentów gry. Franek Patałąg doskonałym zagraniem z okolic piątego metra uruchomił dynamicznego Bartka Saternusa, dzięki czemu błyskawicznie przenieśliśmy piłkę na połowę przeciwników. Bartek posłał prostopadłe podanie do Olafa Krzaka, który ruszył w kierunku bramki. Niestety, jeden z wracających obrońców w ostatniej chwili wytrącił go ciałem z równowagi, utrudniając skuteczne zakończenie akcji.
W kolejnych minutach rywale próbowali zagrażać nam przede wszystkim długimi podaniami w kierunku szybkich napastników. W tej fazie spotkania skutecznie rozbijaliśmy jednak ich ataki.
W 33. minucie, podczas kolejnego kontrataku, Bartek Saternus został sfaulowany w pobliżu narożnika pola karnego. Obrońca gości otrzymał żółtą kartkę, a my stanęliśmy przed szansą na zdobycie bramki z rzutu wolnego. Ten element nie jest jeszcze naszą główną bronią, ale mamy zawodników, którzy potrafią dobrze go wykonać. Do piłki podeszli Bartek i Olaf. Po krótkim ustaleniu odpowiedzialność za uderzenie wziął Olaf, jednak tym razem próba nie przyniosła gola.
Chwilę później bramkarz gości wznowił grę długim podaniem. Piłkę przejął na skrzydle napastnik, który ruszył w kierunku linii końcowej. Wyczekał na interwencję naszego obrońcy, a kiedy ten zaatakował piłkę, minął go zwodem i wbiegł w pole karne.
Sytuację próbował jeszcze ratować nasz wojownik Filip. W pełnym biegu wrócił z okolic połowy boiska, żeby pomóc kolegom, ale jego ofiarny wślizg nie zdołał zatrzymać akcji. O piłkę walczył jeszcze Kacper Stokfisz, jednak rywale zakończyli atak skutecznym strzałem z bliskiej odległości.
Kilka minut później, po kolejnej serii rzutów rożnych, straciliśmy drugą bramkę. Franek wyszedł do dośrodkowania i strącił piłkę, lecz ta niefortunnie trafiła wprost pod nogi przeciwnika. Zawodnik gości wykorzystał okazję, trafiając do siatki z woleja.
Tuż przed przerwą rywale podwyższyli prowadzenie. Po naszym niecelnym podaniu jeden z obrońców przejął piłkę i posłał ją daleko do przodu. Napastnik ruszył na bramkę i mimo presji trzech wracających zawodników zdołał oddać strzał. Franek obronił pierwsze uderzenie, ale przy dobitce był już bezradny.
W przerwie dużo rozmawialiśmy — zarówno wspólnie, jak i indywidualnie. Najważniejsze było dla mnie to, co działo się w głowach zawodników: poczucie winy za stracone bramki, presja ograniczająca swobodę gry i emocje związane z niekorzystnym wynikiem.
Nie potrzebowaliśmy krzyków, wypominania ani ostrej krytyki. Potrzebowaliśmy spokojnego, rzeczowego omówienia sytuacji: co się wydarzyło, co można było zrobić lepiej i jak wykorzystać te wskazówki w drugiej połowie. Przede wszystkim jednak chciałem pomóc chłopakom odzyskać pewność siebie i uwolnić się od emocji, które utrudniały im grę. Chciałem, żeby wrócili na boisko gotowi dalej walczyć z charakterem i pasją.
I właśnie takich zobaczyłem ich po przerwie. Mimo wyniku wyszli na drugą połowę z pozytywnym nastawieniem. Mówi się, że charakter drużyny jest odbiciem charakteru trenera. Patrząc wtedy na swoich chłopaków, czułem, że łączy nas to samo przekonanie: gramy dalej i nie rezygnujemy.
W 48. minucie rywale próbowali uruchomić napastnika prostopadłym podaniem, ale zagrali zbyt mocno. Franek bez problemu złapał piłkę około piętnastu metrów od bramki i wznowił grę krótkim podaniem do wracającego kolegi. Niestety, błąd przy rozegraniu pozwolił przeciwnikowi przejąć futbolówkę.
Napastnik ruszył z piłką wzdłuż pola karnego. Franek wyszedł w jego kierunku, starając się zamknąć drogę do bramki, ale podczas próby wybicia piłki zahaczył rywala. Sędzia odgwizdał przewinienie i pokazał naszemu bramkarzowi żółtą kartkę. Na szczęście goście nie wykorzystali rzutu wolnego z dogodnej pozycji.
Później przyszła akcja, która dała nam wiele radości. Radek Pach dobrze zareagował na długie podanie rywali w boczny sektor boiska i odbił piłkę głową. Zebrał ją Filip, odegrał do Radka, a ten podał w poprzek do pełniącego funkcję kapitana Błażeja Kuźmy. Błażej prostopadłym zagraniem ponownie uruchomił Filipa, który pomysłowo zabrał się z piłką i skutecznie wykończył akcję.
Zdobyliśmy bramkę i chcieliśmy jak najszybciej wznowić grę. Filip próbował zabrać piłkę na środek, jednak bramkarz gości przez chwilę nie chciał mu jej oddać.
Niedługo później doszło do sytuacji, która wzbudziła we mnie ogromne emocje. Po kolejnym długim podaniu jeden z napastników gości zaatakował Oskara ciałem i — w mojej ocenie — uderzył go również łokciem w plecy. Nasz zawodnik upadł z wyraźnym bólem, ale gra była kontynuowana, a sędziowie nie zareagowali.
Puściły mi nerwy. Domagałem się reakcji arbitra, ruszyłem w jego kierunku i w emocjach użyłem również przekleństwa. Martwiłem się o swojego zawodnika i byłem przekonany, że doszło do faulu, który wymagał interwencji.
Moja troska o chłopaków nie usprawiedliwia jednak sposobu, w jaki zareagowałem. Jestem trenerem i wychowawcą, dlatego również w trudnych chwilach powinienem dawać właściwy przykład. Za swój wybuch i użyte słowa wypada mi więc przeprosić.
Oskar nie był w stanie kontynuować gry. Na boisko wszedł Konrad Kuźma, ale pozostawało pytanie, kto zajmie zwolnione miejsce w obronie. Konrad nie jest przecież obrońcą.
Wtedy wydarzyło się coś, co bardzo mnie ucieszyło. Daniel Synowiec, wszechstronny zawodnik z rocznika 2012 i jeden z najmłodszych piłkarzy na boisku, podbiegł do linii bocznej i sam zaproponował, że przejmie zadania Oskara.
W takich chwilach widać dojrzałość zawodnika. Piłkarz myślący o drużynie nie unika odpowiedzialności — dostrzega jej potrzeby i odpowiada na wyzwania, które stawia przed nim mecz. Zgodziłem się z dużym uznaniem dla postawy Daniela.
Konrad zajął miejsce na lewym skrzydle, a Daniel przeszedł do obrony i walczył tam jak lew.
Rywale wprowadzali tymczasem rezerwowych, którzy wnosili nowe siły i pozwalali im utrzymywać wysokie tempo. Kolejną bramkę zdobyli po długim podaniu do napastnika. Ten, mimo presji naszego obrońcy, po odbiciu piłki od murawy przerzucił ją nad wychodzącym Frankiem i trafił do siatki wysokim lobem.
Ten cios również nas nie zatrzymał. Zespół dalej walczył, biegał i pracował. Gdy mieliśmy piłkę, staraliśmy się budować akcje poprzez wymianę podań. Szukaliśmy rozwiązań, które ćwiczymy na treningach, zamiast ograniczać się do wybijania futbolówki jak najdalej od własnej bramki.
Były fragmenty, w których nasz sposób gry naprawdę mógł się podobać. O liczbie zdobytych bramek decyduje jednak skuteczność, a tej wciąż nam jeszcze brakuje.
W dalszej części spotkania goście dołożyli jeszcze dwa trafienia i mecz zakończył się naszą porażką 1:6. Bardzo cenne było jednak dla mnie to, że do ostatniego gwizdka żaden z naszych zawodników nie zrezygnował. Chłopcy walczyli tak, jakby wciąż było 0:0.
Po zakończeniu meczu nie widziałem spuszczonych głów. I słusznie — swoją postawą zasłużyli na to, żeby zejść z boiska z podniesionym czołem. Rozczarowanie wynikiem jest naturalne, ale obok niego jest też miejsce na dumę z wysiłku, odwagi i zaangażowania.
Ja jestem z nich dumny.
Żadna ze straconych bramek nie odebrała mi tego dnia optymizmu, bo widziałem swój zespół w pełni oddany grze. Widziałem chłopaków grających z pasją, którzy mimo trudności wciąż próbowali. Miałem poczucie, że starają się nie tylko dla siebie i kolegów, ale także dla mnie. To bardzo wiele dla mnie znaczy i daje mi siłę do dalszej pracy.
Ich wytrwałość, odwaga i determinacja są dla trenera jedną z najcenniejszych nagród. Podobnie jak dostrzeganie w meczu tego, nad czym wspólnie pracujemy podczas treningów: podejmowanych prób, wykorzystywanych wskazówek i rozwiązań, które stopniowo stają się częścią naszej gry.
Ci chłopcy są wyjątkowi. Dzięki nim po kolejnej porażce potrafię patrzeć w przyszłość z nadzieją i przekonaniem, że nasza praca ma sens.
Wierzę, że przełamanie przyjdzie. Może w następnym meczu, może w kolejnym. Nie potrafię wskazać daty, ale widzę fundamenty, na których możemy je zbudować: zaangażowanie, wzajemne wsparcie i gotowość do pracy mimo niepowodzeń.
Jesteśmy drużyną. I razem pracujemy na lepszy kolejny rozdział naszej historii.
Dziękujemy rywalom za mecz, a rodzicom za nieustające wsparcie z trybun.
Relacja: Trener Krzysztof Śladek