III liga wojewódzka B1 Junior Młodszy „KATOWICE – SOSNOWIEC” Grupa 4
Ten mecz pokazał ogromną przepaść, jeśli chodzi o sportowy poziom obu drużyn. Gospodarze meczu byli zespołem zupełnie z „innej półki”. Szeroka kadra, dobre warunki fizyczne, motoryka, technika oraz wypracowane automatyzmy w działaniach taktycznych sprawiały, że przeważali nad nami właściwie pod każdym względem. Widać było, że większość tych chłopaków grała już w poprzednim sezonie w ich wiodącej drużynie rocznika 2009, która osiągała sukcesy. Trudno przeciwstawić się naszemu zespołowi, mając drużynę nieco rozbitą personalnie, posklejaną naprędce przed rozpoczęciem ligi, bez odpowiedniego przygotowania, bez wystarczająco szerokiej kadry i zaledwie z kilkoma zawodnikami odpowiednio ogranymi choćby na poziom ligi juniorów B1. Po rozłączeniu nas od 2009 rocznika, nie jest łatwo zbudować równie stabilny zespół jak wcześniej.
Zespół gospodarzy rozpoczął spotkanie bardzo mocno. Niemal od pierwszej akcji wymusił błąd w naszych szeregach obronnych, co zakończyło się bramką już w pierwszej minucie meczu. Nie zdążyliśmy jeszcze otrząsnąć się po tym szokującym początku, a pięć minut później rywale ponownie dograli znakomitą piłkę do napastnika. Ten urwał się naszym obrońcom, wyszedł „sam na sam” z bramkarzem, minął go doskonałym ruchem i wpakował piłkę do siatki.
Od tego momentu trwała dalsza dominacja zespołu gospodarzy, który szybko rozbijał niemal każdą naszą próbę gry piłką. Rywale grali według powtarzalnych schematów, niemal kopiując kolejne rozegrania, ale byli w tym tak dokładni i konsekwentni, że raz za razem radzili sobie z naszą defensywą. Ich akcje nie były więc dziełem przypadku ani efektem krótkotrwałej pracy. Było w nich widać duże doświadczenie, od dawna wypracowywany i konsekwentnie stosowany model gry oraz zgranie niemal „na pamięć”.
W 14. minucie szarża jednego z zawodników gospodarzy została powstrzymana w sposób nieprzepisowy w naszym polu karnym i sędzia wskazał na „jedenastkę”, którą rywale bez problemów zamienili na kolejną bramkę. Cztery minuty później nastąpiła następna akcja ofensywna przeciwnika. Po uderzeniu piłka trafiła w słupek i wróciła w pole gry, gdzie w powstałym zamieszaniu najprzytomniej zachował się napastnik gospodarzy. W ten sposób straciliśmy kolejną bramkę.
Około 22. minuty mogło być już 5:0, jednak w ostatniej chwili piłkę zmierzającą do bramki z linii bramkowej wybił ambitnie walczący Kacper, będący jednym z czterech pomagającym nam w tym meczu zawodników 2012. Z kolei w 27. minucie kapitalną paradą piłkę zmierzającą w „okienko” bramki wyciągnął Franek.
Niestety w 29. minucie odwleczony w czasie wyrok został wykonany. Rywale po raz kolejny rozegrali akcję zgodnie ze swoim schematem – diagonalnym podaniem z lewej strony boiska, ze strefy, w której znajdowało się spore zagęszczenie zawodników, przenieśli ciężar gry na prawą stronę. Tam znacznie więcej swobody miał wbiegający zawodnik gospodarzy, który, jakby zupełnie nie zwracając uwagi na znajdującego się niedaleko naszego piłkarza, bez problemu sfinalizował akcję bezpośrednim uderzeniem.
Obraz gry nadal się nie zmieniał. Rywal dominował. Nam udało się wyprowadzić piłkę do naszego napastnika Daniela zaledwie dwa razy w taki sposób, aby stworzyć mu choćby częściową szansę na zagrożenie bramce przeciwnika.
Za pierwszym razem Daniel dobrze wykorzystał swój start do piłki i przez chwilę miał w polu karnym możliwość oddania strzału. Zdecydował się jednak na jeszcze jedną próbę „zawinięcia” rywala i przełożenia futbolówki na lewą nogę, aby lepiej dokręcić uderzenie. Niestety przeciwko tak doświadczonej drużynie chwila zawahania w momencie, gdy pojawia się sposobność do strzału, oraz próba dodatkowego poprawienia sobie pozycji wystarczyły, by przeciwnik zablokował tę możliwość. Nie udało się nawet sprawdzić czujności ich bramkarza.
Przy drugiej naszej sytuacji, również z udziałem Daniela, prostopadła piłka zagrana górą przeszła ponad linią obrony rywali. Daniel pierwszy znalazł się w jej zasięgu, jednak zamiast spróbować uderzenia zaraz po pierwszym odbiciu, ponownie chciał przeczekać chwilę i poprawić sobie pozycję do wykończenia. Także tym razem okazało się to niewłaściwą decyzją. Dodatkowo przy próbie opanowania futbolówki przydarzył mu się błąd techniczny – piłka odskoczyła zbyt daleko w kierunku bramki i golkiper rywali bez problemu zażegnał zagrożenie.
Mimo tych dwóch niewykorzystanych sytuacji, patrząc na całokształt jego pracy, Daniel starał się ze wszystkich sił i pomagał drużynie tak, jak potrafił. Pokazał, że jest zawodnikiem, którego warto powoływać. Podobnie jak Kacper, który po błędzie z początku meczu później zrehabilitował się naprawdę dobrą i ambitną grą.
Błędy przecież są częścią futbolu. Są nieuniknione i świadczą również o tym, że ktoś podejmuje decyzje i działania. To zawsze jest lepsze niż unikanie gry, chowanie się przed odpowiedzialnością i tym samym niepopełnianie żadnych błędów tylko dlatego, że nie podejmuje się żadnego ryzyka. Doceniam ich grę także wtedy, gdy coś „zepsują”, bo wiem, że właśnie takie sytuacje pozwalają wyciągać lekcje, rozwijać się i w przyszłości stawać się lepszymi zawodnikami.
Zanim zabrzmiał gwizdek oznajmiający przerwę, było już 8:0 dla Świętochłowic. Nasi zawodnicy schodzili z boiska ze spuszczonymi głowami i niemal agonią wypisaną w oczach.
Mimo to przerwa nie była dla nas czasem pustego pocieszania. Odbyliśmy szczerą rozmowę – nie tylko o tym meczu, ale również o ogólnej sytuacji naszej drużyny i rozgrywkach, do których poziomu na ten moment po prostu nie potrafimy się dopasować.
Ta gorzka prawda została jednak przez zawodników dobrze „strawiona” i być może pozwoliła drużynie zrzucić z siebie jarzmo meczowej presji. Na drugą połowę wybiegli wiedząc, że tego spotkania nie da się już uratować. Nie mieli więc nic do stracenia i mogli spróbować zagrać odważniej, z większym ryzykiem, nawet kosztem kolejnych straconych bramek.
Na drugą odsłonę spotkania na boisko weszli kolejni zawodnicy powołani z 2012/13 – Franek i Szymon. Z kolei Daniel i Kacper opuścili murawę, abyśmy mogli przestrzegać limitu gry młodszych zawodników i nie przeciążać ich. Franek zajął miejsce na prawej obronie, natomiast Szymon pojawił się na lewym skrzydle.
Początek drugiej połowy ponownie należał do rywali, którzy zdobyli kolejne bramki w 50. i 54. minucie. Później jednak wreszcie nastąpił zastój w traceniu przez nas goli, a obraz gry nieco się poprawił. Było to efektem kilku roszad w ustawieniu oraz przesunięcia naszych najbardziej walecznych i ofensywnie usposobionych zawodników wyżej.
Radek trafił do środka pomocy. Filip również został przesunięty wyżej, aby wspierać naszego najlepszego strzelca poprzedniego sezonu – Bartka . Błażej stał się znacznie aktywniejszy, coraz mocniej walczył w środku pola i próbował przejmować nad nim kontrolę, pomagając kolegom w przedostawaniu się do przodu, a jednocześnie rozbijając próby prostopadłych podań przeciwnika.
Kasjan, wycofany do obrony obok Oskara, zaczął wykonywać kapitalną pracę. Nie tylko bardzo dobrze zablokował kilka groźnych prób rywala, ale też dawał zespołowi dużo poprzez komunikację z kolegami. Pokazał nam próbkę swoich możliwości liderskich.
Mimo poprawy naszej gry to Śląsk zdobył kolejną bramkę – jedenastą tego dnia. Nasz zespół jednak wciąż nie dawał się złamać i nie zamierzał rezygnować z dalszej walki.
Upór, determinacja, pasja i waleczność przyniosły nam wreszcie bramkę. Świetnie wyprowadziliśmy piłkę z własnej połowy, a później ogromną determinacją wykazał się nasz wojownik Filip, który ruszył za piłką w kolejnym swoim szalonym rajdzie. Dograł ją następnie do Bartka Saternusa w pole karne, a ten skutecznym wykończeniem pozbawił bramkarza gospodarzy „czystego konta”.
Dla losów spotkania była to bramka bez większego znaczenia, ale dla nas znaczyła znacznie więcej. Zasługiwaliśmy na nią. Być może wleje ona choć odrobinę nadziei w nasze serca i pokaże nam, że mimo głębokiego kryzysu, którego obecnie doświadczamy, nadal jest w nas wystarczająco dużo pasji, aby próbować go przezwyciężyć.
Na minutę przed końcem meczu rywale zamknęli wynik spotkania dwunastą bramką, a chwilę później sędzia zakończył zawody.
Po takim wyniku, po kolejnej tak wysokiej porażce, można spoglądać na nasz zespół i widzieć wyłącznie negatywy. Można zastanawiać się nad sensem naszej przyszłości, można nie dostrzegać dla nas większych szans w kolejnych spotkaniach. Możliwe, że wiele takich argumentów i pytań o sens ma swoje uzasadnienie.
Niesprawiedliwe byłoby jednak stwierdzenie, że w naszej drużynie nie ma żadnych pozytywów.
To nie wina chłopaków, że znaleźliśmy się w sytuacji, w której mamy tak wąską kadrę, że części zawodników brakuje jeszcze odpowiedniego poziomu piłkarskiego albo że ktoś wypada z danego spotkania – czy to z powodów zdrowotnych, czy rodzinnych.
Nasza drużyna, mimo wielu traconych bramek, nadal gra do końca. Próbuje. Tak było w tym meczu i tak było w poprzednim, kiedy również potrafiliśmy zdobywać bramki.
W tych chłopakach wciąż jest pasja. Jest również atmosfera, co zauważył nawet jeden z zawodników rocznika 2012, który przecież nie przebywa z nami na co dzień, a mimo to właśnie w taki sposób odebrał naszą drużynę.
Te trudne mecze, bądź co bądź, rozwijają Franka w bramce. Rozwijają także naszych obrońców, którzy mają ogrom pracy i muszą nieustannie mierzyć się z wymagającymi sytuacjami defensywnymi.
Cały zespół zostaje również wystawiony na bardzo poważną próbę psychologiczną.
Czy jesteśmy wystarczająco wytrwali?
Czy potrafimy poradzić sobie z negatywnymi emocjami, frustracją i zniechęceniem?
Czy potrafimy nadal pracować, mimo że wyniki nie dają nam dziś wielu powodów do radości?
Bo to, że tym chłopakom zależy na tej drużynie, udowodnili już wcześniej. Zostali tutaj, choć mogli przecież spodziewać się tego, z czym obecnie się mierzymy. Szczególnie dotyczy to tych zawodników, którzy mieli propozycje z innych klubów, a mimo to zdecydowali się zostać, choć mają wystarczające umiejętności, aby poradzić sobie w mocniejszych zespołach i większych klubach.
Wiele zależy teraz od nas samych – od tego, co zdecydujemy i co zrobimy dalej. To musi być decyzja dobrze przemyślana, ale przede wszystkim musi być to ich indywidualny wybór.
W końcu to oni tworzą swoją przyszłość.
Na koniec raz jeszcze dziękuję rodzicom, którzy zaangażowali się w pomoc przy transporcie. Niewiele brakowało, abyśmy w ogóle na ten mecz nie dotarli. Mimo wszystko uważam jednak, że znacznie lepiej jest pojechać, wyjść na boisko, zmierzyć się z trudnym przeciwnikiem i nawet wysoko przegrać, niż oddać spotkanie walkowerem tylko po to, aby na papierze wynik wyglądał mniej dotkliwie.
Dziękuję, że jesteście z nami i że mimo trudnego momentu nie rezygnujecie ze wspierania swoich dzieci oraz naszego zespołu.
Naszym rywalom gratulujemy poziomu sportowego jaki pokazują. Są zdecydowanie faworytem tej ligi. Powodzenia i do zobaczenia w rewanżu na wiosnę.
Relacja: Trener Krzysztof Śladek